Wywiad po pierwszym meczu play-off

Marysia Woźniczka oraz Izabela Klekot - wybrane w 34. głosowaniu kibiców przedstawiają kulisy meczu z Nowym Dworem Mazowieckim

Cześć dziewczyny!

Iza: witamy wszystkich followersów!

Merry: -Czeeeeść

 

 

Jak się czujecie?

I: (śmiech)

M: fizycznie, psychicznie, mentalnie, jak? O co Ci chodzi (śmiech)

 

 

To jest pytanie na tyle szerokie, biorąc szczególnie pod uwagę co się wydarzył w ostatni meczu, wcześniej, później, że zależy mi na poznaniu Waszej pierwszej myśli związanej z tym jak się czujecie

I: Mnie się wydaje, że przynajmniej ja czuję się już trochę zmęczona, bo jednak to parę ciężkich miesięcy pracy za nami. Ale jednocześnie po ostatnim naszym meczu, pierwszym w play-offie, jestem podekscytowana tym, co może się wydarzyć dalej. Jest szansa, że zagramy o medale, jest to bardzo motywujące i dzięki temu od razu nabieram więcej sił.

 

 

Wyobraź sobie Merry, że ktoś Cię zahacza na ulicy i pyta – jak się czujesz?

M: zależy w jakim momencie ten ktoś by mnie złapał, czy byłabym wyspana, najedzona (śmiech) - mnóstwo czynników. Czuję się dobrze. Podobnie jak Iza – jest już odczuwalne zmęczenie . Wystarczy sobie jednak przypomnieć po co to wszystko robimy i na jakim już jesteśmy etapie. Tak naprawdę końcówka, a w zasadzie sam początek tej końcówki, jeśli dobrze się dla nas ułoży to zapomina się całkowicie o zmęczeniu.

 

 

W takim razie jak się czułyście w minioną sobotę rano. W sensie budzisz się rano, prysznic, śniadanie poranne obowiązki i po tym jakie pierwsze myśli w głowie.

M: w sobotę zazwyczaj mam podobne uczucia. To jest dzień meczowy, więc od rana towarzyszy mi adrenalina, jest na pewno inaczej niż innego dnia. Czy jednak ten poranek meczowy różnił się czymś od innego poranka meczowego to nie wiem. Raczej podobne.

I: U mnie też raczej ten dzień meczowy nie był w jakiś sposób wyjątkowy. Zdecydowanie jednak miałam od rano w sobie ciekawość. Jak ten mecz się ułoży. Przegrałyśmy dwa razy z Nowym Dworem w Lidze, dwa razy w mega ciężkim meczu w tie-breaku. Zastanawiałam się, czy znów będzie tie-break, będziemy się bić do ostatniej kropli potu na parkiecie, czy jednak tym razem potoczy się to inaczej. Od rana tego dnia byłam bardzo ciekawa, tego co się wydarzy wieczorem.

 

 

Wchodzicie na halę w sobotę. Są jakieś dwie godziny do meczu. Z tyłu głowy pewnie macie, że to co było, to się nie liczy, teraz mamy play-offy, zupełnie nowa historia. Mimo wszystko jednak przed Wami mecz o stawkę, z przeciwnikiem przynajmniej na papierze i w tabeli po rundzie zasadniczej lepszym, który ma presje na strefę medalową. Już wiem, że towarzyszyła Wam wtedy ciekawość, ale co jeszcze? Chęć pokazania, że to jeszcze nie koniec? Czy raczej spokój, stonowanie i koncentracja, a może jeszcze coś innego?

M: ja może jedną rzecz jeszcze wyjaśnię. Poranek przed meczem z Losem był taki sam jak wszystkie inne. Nastawienie było dobre, bo mecz z Poznaniem, zamykający rundę zasadniczą, pokazał, że jesteśmy w formie i możemy zamykać ciężkie mecze na swoją korzyść. Ale. Jak przyszło już do meczu, jak weszłam na halę, to jednak złapałam stresa, którego dawno nie miałam. W zasadzie zorientowałam się na rozgrzewce, że coś bardziej jestem spięta, niż zwykle. Nie było to paraliżujący stres. Bardziej taki fajny, motywujący

 

I: Stresu ja może nie czułam. Kierowałam się myślą, że my możemy dużo zrobić, a do stracenia nie miałyśmy nic. My swoje cele już osiągnęłyśmy. Więc to, co miałyśmy zrobić, to wyjść i zagrać najlepiej jak potrafimy, a najlepiej nam się grało, jak miałyśmy spokojną głowę. Mery wspomniała mecz z Poznaniem. Wiedziałyśmy, że wynik tego meczu nie zmieni naszej pozycji w tabeli, więc w tym meczu też miałyśmy zagrać na tyle dobrze, żebyśmy same z siebie były zadowolone. To dawało nam dużą motywację, ale jednocześnie spokój. Damy z siebie wszystko i zobaczymy co się stanie, nic nie mamy do stracenia. Więc mnie stres na początku nie dopadł. No może podskoczył jak miałam wejść z podwójną zmianą (śmiech).

 

 

Szczególnie jak wchodzisz w czwartym secie i masz minus sześć do odrobienia.

I: taaaak – wtedy faktycznie ręce się trochę zatrzęsły (śmiech)

 

 

Pierwsza piłka. Merry – wchodzisz na boisko, masz pierwsze przyjęcie i co robisz, co myślisz? Ja powiem szczerze, że chyba bym się przy tych pierwszych piłkach rozpłakał. Komu tu rozegrać, lewe, prawe, środek??

M: Pierwsza piłka mówisz, tak? I myślisz, że ja to pamiętam? Śmiech. Nie mam w ogóle pojęcia, jak wyglądała pierwsza akcja.

 

 

No dobra – chodzi mi o te pierwsze chwile na boisku podczas takiego meczu. Od razu załącza się automatyzm wypracowany na treningach?

M: No widzisz. To ja mam taki mechanizm w głowie. Jak jest pierwszy gwizdek, to myślę sobie: no dobra, to zaczynamy zabawę. I tyle. Co będzie to będzie. Wyłączam się z otoczenia i skupiam się na tym, co się dzieje na boisku. Na pewno nie na tym, co się dzieje dookoła boiska. Bo tam dzieje się dużo. Na ostatnim meczu przyszło mnóstwo kibiców. I super, to nam bardzo pomaga.

 

 

Musiał być takim moment w czasie meczu. Nie wierzę, że go nie było. Moment, w którym myślenie, że play-off to nowa historia, a decydować będzie dyspozycja dnia przerodziło się w myślenie - one są dzisiaj do ogrania.

M Tak! Był taki moment!!

 

 

Który to był moment?

M: nie pamiętam!

Wszyscy śmiech

M: Ciężko powiedzieć konkretnie kiedy to było. Zagrałyśmy kilka akcji. Dobrych akcji. Zdobyłyśmy punkty. Wyszłyśmy na prowadzenie. Poczułam jak ta gra się układa i że nieźle to wygląda. Żeby też nie wyszło, że to jakaś metamorfoza. Ja przed meczem w ogóle nie zakładałam, że przegramy. Ale masz rację, że w trakcie meczu przychodzi taki moment, że widzi człowiek, że wszystko się układa. Może nie jest to najprostsze granie, bo jednak przeciwnik mocny, a gra jest zacięta. Z każdą kolejną piłką jednak wierzyłam, że możemy to dzisiaj zrobić.

I: Z boku mecz wygląda zupełnie inaczej niż na boisku. Ja w pierwszym secie zauważyłam w pewnym momencie, pomimo, że walka była wyrównana, to jednak my miałyśmy przewagę. To my ciągle byłyśmy bliżej 25 punktu. I to rodziło taką myślę w głowie, że skoro idziemy równo, ale ze wskazaniem na nas, to gramy dzisiaj z przeciwnikiem, którego da się ograć.

M: pamiętajmy, że to wszystko jest teraz dyspozycją dnia. Dwa mecze z lidze z nimi przegrałyśmy, ale mecz w ostatnią sobotę pokazał, że można z nimi wygrać. Tego dnia byłyśmy lepsze.

 

 

Końcówka pierwszego seta. Nie chce wypominać. Ale. Runda zasadnicza przyzwyczaiła nas do tego, że końcówki setów jednak nie padały łupem naszego zespołu. Przegrywaliśmy w nich sety, czasami mecze. 

M: tak było

Nie miałyście w końcówce tego seta chwil zwątpienia na zasadzie – mamy przewagę, ale niewielką, a zaraz końcówka, a nich zwykle gramy gorzej?

I: w żadnym razie – w czasie meczu się o tym nie myśli.

M: dokładnie, to by nas tylko bardziej paraliżowało. Faktycznie w paru końcówkach nie byłyśmy skuteczne, ale szczególnie podkreślam tutaj czas przeszły, bo od tego czasu kilka razy udało nam się wytrzymać trudne końcówki. Więc zdecydowanie nie, nie było chwil zwątpienia. Koncentracja do samego końca i przede wszystkim: nie patrzeć na tablicę wyników.

 

 

Matematycznie rzecz biorąc - był problem z końcówkami, ale już go nie ma. Coś musiało się zmienić. Co Waszym zdaniem stało się lekiem na to zło?

I: śmiech. No właśnie nie wiem. Ja nie umiem na to odpowiedzieć.

M: Ja też nie wiem. Nic takiego się nie wydarzyło, że stwierdziłyśmy ej dobra dziewczyny od teraz wygrywajmy te końcówki, wystarczy już tych żartów (śmiech). Myślę, że to przyszło jakoś samo z siebie. Może też kwestie tego, że kilka przegranych końcówek i w końcu przełamanie z jednej strony nas zahartowało, a z drugiej pokazało, że to nie jest żadna reguła, że wszystkie końcówki musimy przegrać. Dla mnie zdecydowanie ważniejsze jest to, żeby cały set mieć pod kontrolą, a nie skupiać się na końcówce.

I: myślę też, że często się zdarzało się nam w końcówkach popełnić dużo błędów własnych. Podejmowałyśmy duże ryzyko, na siłę chciałyśmy skończyć piłkę, zamiast oddać ją przeciwniczkom i dać szansę im się pomylić. I w efekcie zamiast nadrabiać punkty to jeszcze je traciłyśmy. Z Losem w trudnych sytuacjach oddawałyśmy piłki przeciwniczkom i czekałyśmy co one zrobią. Okazało się, że one też dużo razy się myliły

M: Dokładnie! Szanowanie piłki po naszej stronie mogło być powodem, że przegrywałyśmy końcówki. Duża ilość błędów własnych zawsze tak się kończy. Jak zrobimy 10 czy 12 błędów w secie, to potem jest ciężko.

I: I jeszcze dochodziło myślenie - dobra końcówka, teraz musimy lepiej zagrać. Przekładało się to na niepotrzebny stres. To wszystko sprawiało, że punkty uciekały nam w zasadzie przez nas.

M: Teraz jest tak, że zbieramy się w kółku na boisku po akcji, dodajemy otuchy i powtarzamy – dziewczyny, szanujemy piłkę. Będzie trudna sytuacja, oddajemy i walczymy w bloku, obronie.

 

 

A blok i oborona chyba jest naszą całkiem mocną bronią

M: tak, potwierdzam. I fajnie, że to wychodzi w kluczowych momentach. Wynik jest na styku i nagle u nas jeden blok... drugi blok... nie przejścia górą jest wyblok i obrona

 

 

Wygrywamy pierwszego seta, przegrywamy drugiego. Na tablicy 1:1, wtedy też nie było chwil zwątpienia w stylu co to tutaj znowu się zacznie dziać?

M: Coś tam było, ale bardziej na zasadzie dobra – zaczynamy od nowa. My wygrałyśmy, one wygrały

I: wracamy na połówkę boiska, gdzie my wygrałyśmy.

M: Dokładnie - i zaczynamy od nowa. Po jeden w setach to jest nadal czysta karta

 

 

Zostawmy trzeci set, bo on chyba bez większej historii był. Ale czwarty set... co tam się wydarzyło?

I: to był hit!

M: Noooo... dużo tam się wydarzyło.

 

 

Pobawmy się w taką grę - czwarty set i pierwsze trzy przymiotniki, które przychodzą Wam do głowy z nim związane?

I: Nie wiem, jak zamknąć w jeden przymiotnik to, że do około 14 punktu szłyśmy punkt za punkt. Set do połowy wyrównany i zacięty.

M: Nieprzewidywalny. Zaskakujący i wygrany!

I: Jeeeee! Mamy nawet cztery przymiotniki.

 

 

Zmierzmy się z końcówką tego seta. Minus sześć, 15:21 na tablicy. Wchodzi podwójna zmiana – Sid i Iza

I: Podwójna nawet weszła wcześniej, jak było 15:19. Sandra Świętoń zrobiła wtedy jeszcze 2 asy i dopiero się zrobiło 15:21.

 

 

Czyli podwójna zmiana weszła przy minus 4 i zaraz potem zaliczyła minus 2 na dzień dobry.

I: tak – nawet nie zdążyłyśmy dotknąć piłki.

 

 

Chodzi mi o ten moment. Jest źle, wchodzicie na boisku, robi się jeszcze gorzej, jest szansa dobić przeciwniczki i skończyć mecz w czterech seta. Jak tego nie zrobicie, to potem tie-breka... znowu tie-break.

I: Miała wtedy lekki paraliż, przyznam się. Stres był. Ale też od razu pojawiła się mojej głowie taka myśl. Nie wchodzę na boisko z podwójną zmianą przy setowej dla przeciwniczek. Wynik jest zły, ale jest jeszcze czas. Musze teraz coś wymyśleć, bo choć wszystko zależy od kolejnej piłki, to jednak mam jeszcze zapas. Wchodzi też Sid, więc razem musimy coś zrobić, żeby wyciągnąć tego seta.

 

 

No i pada pierwszy punkt dla nas. Drugi punkt dla nas. Trzeci punkt. Strata do przeciwniczek maleje. Pojawiło się takie myślenie - to się uda!

I: Tak! Zaczęłam myśleć, że nie ma innej możliwości. Nie wyobrażam sobie kolejnego tie-break

M: Dokładnie też tak miałam.

I: Albo wygrywamy tego seta, albo wychodzimy z sali, nie będzie tu żadnego tie-break. Każda z nas chyba to wtedy poczuła. Madzia była wtedy na zagrze. Miała dobrą passę. Przeciwniczki nie potrafiły przyjąć jej zagrywki. Pomyślałam, że mamy świetne ustawienie i trzeba z niego wycisnąć jak najwięcej. I jakoś się udało.

 

 

Myślicie, że przeciwniczkom z Nowego Dworu załączył się wtedy stres?

I: Chyba tak. Jak uświadomiły sobie, że zaczynamy je gonić. Tie-break przestał być taki oczywisty. Ogarnął je wtedy stres, który przecież tak często nas paraliżował.

M: One też nie miały tego buforu bezpieczeństwa. Jak przegrają, to cały mecz. My jakbyśmy przegrały, to gramy dalej, to mogło ich zestresować. Ja wtedy stałam z boku w kwadracie. Z jednej strony wydawać by się mogło, że dla Ciebie stres się skończył, teraz dawaj Iza. Ale uwierz, tam w kwadracie czasami jest jeszcze gorzej. Czasami jest tak, że się odwracam tyłem i pytam koleżanki z kwadrat powiedz czy przebiła.

 

 

Kończy się ten mecz, wygrywamy 3:1, ostatni gwizdek. I co wtedy pojawia się w Waszych głowach?

 

cisza

 

M: Pierwsze to na pewno jest taka radość. Zbiegamy się do kółka, krzyczymy, podskakujemy, euforia. Dopiero po paru minutach, jak wszystkie zaczynamy się rozciągać, to wtedy dochodzi ta myśl - wygrałyśmy pierwszy mecz play-offów. Najbardziej bawiła mnie mina Moniki Głodzińskiej. Miała w powietrzu piłkę przechodzącą, uderzyła ją, ale sama nie widziała, gdzie poleciała. My się cieszymy, a ona stoi jak zamurowana. Podchodzę do niej i mówię - Monika, skończył się mecz, choć się cieszyć.

I: I koniecznie zobacz to zdjęcie. Monia odpłynęła totalnie. Jej mina mówi dużo. Ona sama nam powiedziała: wydawało mi się, że to był błąd.

 

 

I co teraz będzie się działo? Wygraliśmy pierwszy mecz, ale to w żaden sposób nie przesądza o niczym. Czy faktycznie ten mecz nam jeszcze nic nie daje

M: Myślę, że daje.

I: Daje nam fajną przewagę psychiczną.

M: To że wygrałyśmy u siebie to super. Teraz jedziemy na zdecydowanie cięży teren. Gdybyśmy jechały tam z jedną porażką, to pewnie byłybyśmy bardziej stremowane, zestresowane. A tak jedziemy tam i mamy dwie szanse. Możemy mieć jedną skuchę, aczkolwiek wolałabym to zamknąć od razu i już się nie stresować.

 

 

Myślałyście, że możemy wygrać z Nowym Dworem Mazowieckim ten pierwszy mecz?

I & M: tak

 

 

A myślicie, że możemy wygrać na wyjeździe?

I & M: też tak.

 

 

To jest takie samo myślenie jak przed pierwszym meczem? Czy jednak myślicie, że teraz też możemy wygrać, ale jest to trochę inaczej?

M: Jest inaczej. Mówi się, że na wyjeździe jest trudniej. Ale prawda jest taka, że piłka jest taka sama, boisko jest takie samo.

I: ale światła bardziej rażą.

M: Tak, takie czynniki mogą przeszkadzać na meczach wyjazdowych.  Ale wszystko jest do zrobienia. Wygrałyśmy z nimi raz i bardzo realnie teraz myślimy, że jesteśmy w stanie z nimi wygrać drugi raz.

I: mamy ten pierwszy krok. Możemy teraz przyjechać i dobić przeciwnika. To będzie bardzo ciężki mecz, takiego się spodziewamy, ale będziemy walczyć.

 

 

Czego możemy się spodziewać w Nowym Dworze?

M: nawet jakbyśmy coś obiecały, to tam możemy się wszystko zdarzyć. Jedziemy tam z determinacją.

I: Z ekscytacją.

M: I zaczynamy trening właśnie. Więc same pozytywne emocje możecie tutaj podpiąć.

I: i Płomień nigdy nie zgaśnie!

 

To już nie musze zadawać tego pytania na koniec

śmiech


 

 

Komentarz