Razem wygrywamy i razem przegrywamy!

Zapraszamy do lektury wywiadu z Magdaleną Trojnar - Płomyczkiem Meczu nr 13, kapitanem zespołu.

-Zauważyłem, że ostatnio często używasz hashtagu #RAZEM, dlaczego?

To prawda. #RAZEM to taki nasz drużynowy hashtag. Mimo różnych charakterów dogadujemy się znakomicie. Razem wygrywamy i razem przegrywamy. Łączy nas jeden wspólny cel, chcemy wygrać jak najwięcej spotkań, a jest to możliwe tylko wtedy, gdy każda z nas dołoży coś od siebie. Mam wspaniałą drużynę i jestem z tego bardzo dumna, a hashtag #RAZEM doskonale to podkreśla.

 

-Zespołowość jest nadal najsilniejszą bronią naszej drużyny?

Zdecydowanie tak. Uważam, że było kilka takich meczów, gdzie niekoniecznie prezentowałyśmy swój poziom. Właśnie w tych gorszych momentach ta zespołowość sprawiała, że mimo gorszej dyspozycji wychodziłyśmy z opresji i niejednokrotnie pomogło nam to wygrać mecz. Myślę, że idealnie się uzupełniamy i gdyby ktoś zapytał jak powinien funkcjonować zespół albo czym jest prawdziwa drużyna to mogłybyśmy być idealną definicją tego słowa.

 

-A co – jeśli oczywiście mogę zapytać – jest najsilniejsza bronią pani kapitan drużyny spod znaku #RAZEM i zespołowości?

Zawsze daję z siebie wszystko. Staram się walczyć o każdą piłkę i nigdy nie odpuszczam.  Myślę, że właśnie ta zawziętość jest moją bronią, a jest najskuteczniejsza tylko wtedy gdy czuję wsparcie od dziewczyn i kiedy mam je obok siebie.

 

-Jako pierwsza zostałaś wybrana Płomyczkiem Meczu – pamiętasz kiedy to było?

Oczywiście, że pamiętam (uśmiech). Było to po naszym pierwszym meczu ligowym, który zagrałyśmy w Poznaniu. Chyba nikt się wtedy nie spodziewał, że wywieziemy punkty z tak trudnego terenu. Radość, która nam wtedy towarzyszyła jest nie do opisania. A jeśli chodzi o tytuł Płomyczka Meczu to było to bardzo miłe wyróżnienie, za które serdecznie dziękuję.

 

-Od tego czasu minęło 19 meczów ligowych i 2 pucharowe, czy coś się zmieniło od tego pierwszego ligowego meczu?

Przed sezonem nie wszyscy w nas wierzyli, ale poprzez naszą walkę, determinację i zaangażowanie udowodniłyśmy, że nie jesteśmy zespołem do bicia. Zyskałyśmy na pewno dużo pewności siebie. Uważam, że stałyśmy się niewygodnym przeciwnikiem dla wielu drużyn i wcale mnie to nie dziwi (uśmiech).

 

-Teraz zdecydowanie bliżej nam do końca rundy zasadniczej niż do jej początku. Spodziewałaś się, że rywalizacja tak mocno nam się wyrówna?

Od początku wiedziałam, że liga będzie bardzo wyrównana. Przypuszczałam, że jeden czy dwa zespoły odskoczą reszcie, a pozostałe drużyny będą się "biły" o jak najwyższą pozycję w tabeli. Nie ma zespołu, który nie przegrał meczu dlatego póki piłka w grze wiele jeszcze może się wydarzyć.

 

-Ten ostatni mecz z Częstochową na długo pozostanie w mojej głowie. Gdy na tablicy świeciło się już 2:0 dla przeciwniczek o czym wtedy myślałaś?

Byłam poirytowana, dlatego że pomimo dobrej gry przegrywałyśmy. Z drugiej strony wiedziałam, że tanio skóry nie sprzedamy. Mamy w końcu doświadczenie w odrabianiu strat (uśmiech). Wierzyłam w to, że uda nam się odwrócić losy meczu.

 

-Jakbyś zapytała mnie o to samo, to bym powiedział, że byłem zły i smutny jednocześnie. Drugi set 25:21 – 4 piłki różnicy, czyli niedużo. Ale pierwszy? Skończył się 31:29! Mnóstwo determinacji z Waszej strony, a jednak na tablicy 0:2. Składanie broni kiedy piłka w grze chyba nie leży jednak w Waszej naturze.

Tak jak mówisz, składanie broni nie jest w naszym stylu. Zespół z Częstochowy postawił wysoko poprzeczkę i w dwóch pierwszych setach był o te kilka piłek lepszy. Później złapałyśmy odpowiedni rytm i dyktowałyśmy warunki gry. Do końca meczu utrzymałyśmy koncentrację i to my cieszyłyśmy się ze zwycięstwa.

 

-Kibice domagają się zwrotu kosztów za manicure obgryzionych paznokci i konsultacji kardiologicznych, to oczywiście z przymrużeniem oka. Fakty są takie, że na 20 meczów 8 kończyliśmy w tie-breakach, 5 razy zwycięsko. Jak Wy to wytrzymujecie?

No tak... zdaję sobie sprawę, że już nie raz dostarczyłyśmy sporo emocji naszym kibicom (śmiech). Taka już jest siatkówka (zwłaszcza żeńska) i chyba właśnie za to ją kochamy. Jest nieprzewidywalna i pełna zwrotów akcji. Jak to wytrzymujemy? Jesteśmy po prostu waleczne i mocno się wspieramy.

 

-Masz jeszcze siłę na walkę w tych ostatnich czterech meczach rundy zasadniczej?

Dużo grania mamy już za sobą, w tym aż osiem tie-breaków  tak jak już wcześniej wspomniałeś. O zmęczeniu staram się nie myśleć. Zbliża się najważniejsza część sezonu i na tym staram się skupić moją uwagę. Mam nadzieję, że będziemy w dobrej dyspozycji w meczach,  które są przed nami i że będzie dane nam zagrać w play- offach.

 

-Fajnie byłoby zagrać w play-offach, ciągle mamy na to realne szanse. Tak samo ciągle jesteśmy beniaminkiem tych rozgrywek – mieliśmy przecież się utrzymać.

Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W naszym przypadku właśnie tak jest. Pokazałyśmy nie raz, że potrafimy grać w siatkówkę i wygrywać z mocnymi zespołami, ale niestety też miałyśmy swoje gorsze momenty. Jesteśmy bardzo ambitne, dlatego chcemy skończyć rozgrywki na jak najwyższym miejscu w tabeli. Natomiast mamy przed sobą jeszcze cztery bardzo trudne mecze do rozegrania w rundzie zasadniczej, na których musimy się skupić w stu procentach. Będzie to ciężki orzech do zgryzienia, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy, by uzbierać jak najwięcej punktów.

 

-Czy my – kibice – możemy w jakiś sposób Wam pomóc w końcówce sezonu?

Po prostu bądźcie z nami do końca, a my swoją grą postaramy się za to odwdzięczyć.

 

-Płomień nigdy nie zgaśnie?

Nie ma takiej opcji!

Komentarz