Mery vs Monia

O Tarnowie, listopadzie, świątecznym barszczyku i wielu innych rzeczach opowiadają Marysia Woźniczka i Monia Głodzińska

-Dzień dobry dziewczyny!

Mery: Dzień dobry!

Monia: Heeej!

 

-Monia – czy pamiętasz co jadłaś przed meczem w Tarnowie?

Monia: Yyyyy… nie mogę tego zdradzić.

Mery: (śmiech)

Monia: Tajemnica.

 

-To może powiedz co piłaś, nie wiem, jakiś sok z gumijagód??

Monia: (śmiech) nic nie piłam, tylko kawusię z Mac’a.

 

-Mery – Monia dobrze zagrała, nie?

Mery: Tak, dobrze zagrała. Zorientowałam się już paru pierwszych piłkach, że może być liderką tego spotkania.

 

-Ty Mery jeszcze o tym nie wiesz, ale Monia mi powiedziała, że to jest Twoja zasługa.

Mery: Tak? Bardzo mi miło.

 

-To o co w tym chodzi. Soku z gumijagód nie było, obie wskazujecie na siebie, że to ta druga dobrze zagrała, prosimy o wyjaśnienie.

Mery: Monia zagrała świetnie, ja jej w tym pomogłam. Tak można to nazwać.

 

-Zeszło już ciśnienie po Tarnowie?

Mery: Zeszło, myślę dzisiaj już zeszło.

Monia: Noooooo… U mnie w sumie nie. Jak tylko ktoś mnie o to pyta, to dalej się denerwuję. Tam mógł być tie-break. Mogłyśmy przywieźć jeden, może nawet dwa punkty. No…

 

-Jak się gra z takim faworytem i jeszcze na jego hali?

Mery: Powiem tak – od początku tygodnia, jak się przygotowywałyśmy… (Abra w tle: Czeeeeeeść Marcin!!!) …miałyśmy z góry powiedziane przez trenera, że jedziemy tam bez presji. Jedziemy bawić się siatkówką. Myślę, że tak łatwiej się gra, lepiej niż ma się presję faworyta w meczu. Od samego początku tygodnia byłyśmy nastawione na: co ugramy to ugramy.

 

-Listopad się skończył, jak go oceniacie?

Mery: Przepraszam nie pamiętam, bo mnie tu Kama zagaduje.

 

-Nie pamiętasz jak wypadł listopad? To delikatnie przypomnę – 5 meczów, 4 zwycięstwa.

Mery: -Nie jak wypadł listopad, tylko pytania nie dosłyszałam (śmiech).

Monia: Ja oceniam listopad baaardzo dobrze. Awansowałyśmy do kolejnej rundy Pucharu Polski, mecze ligowe… no jeden nam uciekł. Nie można powiedzieć, że Tarnów nam nie wyszedł, bo nam wyszedł...

Mery: …ale niedosyt jest.

 

-W grudnie będziemy mieć trochę mniej grania, prawda?

Monia: Tak – teraz w sobotę gramy ze Stężycą, za tydzień również u siebie z Wieliczką. I przed świętami ostatni wyjazd czeka nas do Poznania.

 

-Zastanawiam się teraz jaki to będzie grudzień. Po intensywnym listopadzie, do tego jeszcze zakończonym mocnym tarnowskim akcentem, grudzień też będzie taki agresywny i dynamiczny. Czy właśnie ze względu na małą ilość meczów raczej to będzie nastrój świąteczny.

Monia: Na pewno nie będziemy się rozleniwiać. Myślę, że ze względu na to, że mecz w Tarnowie potoczył się jak się potoczył, to moim zdaniem będziemy chciały jeszcze bardziej pokazać naszą grę i nasze charaktery w meczu przeciwko Stężycy, Wieliczce. No i pojedziemy do Poznania, zagramy naszą najlepszą siatkówkę…

Mery: …i dopiero wtedy możemy objadać się barszczykiem (śmiech).

 

-Do Poznania pojedziemy z takim samym nastawieniem jak do Tarnowa?

Mery: Jest część wspólna w naszym nastawieniu się do wszystkich meczów. Na każdy mecz jedziemy wygrać. Czasami z boku dochodzą dodatkowe słuchy, który mecz powinniśmy z łatwością wygrać, a gdzie może być ciężej. My nastawiamy się jednak zawsze tak samo. Chcemy wygrywać, chcemy uzbierać punktów jak najwięcej.

 

-Zastanawiałem się czy zadać to pytanie. Zadam, a co tam. Czy uważacie, że mecz w Tarnowie był momentem przełomowym?

 

…cisza…

 

Mery: a co masz na myśli?

 

-Już tłumaczę. Patrzyłem na Was w czasie meczu w Tarnowie. Na wsze reakcje. Były takie momenty, że zespołowo chciałyście zrzucić sędzinę ze słupka. Były momenty, że Wasza radość po wygranych akcjach w poziomie decybeli dorównywała tym na trybunach. I w końcu były takie momenty, gdzie aż przesadnie przedłużałyście grę, trzymając się całą drużyną w kółeczku po przegranych akcjach, dodając sobie jednocześnie siły i motywacji do następnych akcji. Tego nie było wcześniej.

 

Mery: Tak, masz trochę racji. Myślę, że to wszystko, co powiedziałeś gdzieś delikatnie się w nas tliło w poprzednich meczach. Sytuacja w Tarnowie, decyzje sędziowskie i parę innych czynników miały wpływ na nasze emocje. Te pozytywne i te negatywne.

Monia: Wiesz – w tym meczu czułyśmy, że powoli, powolutku, ale idzie nam, wychodzi nam nasza gra. Nawet straty kilkupunktowe nie zabijały naszej gry, potrafiłyśmy odrabiać straty, pokazywałyśmy naszą wartość, no a decyzje sędziowskie działały jak zawleczka w granacie.

Mery: Pomimo, że grałyśmy z tak silnym przeciwnikiem i pomimo, że momentami przegrywałyśmy kilkoma punktami, to nie było takiego momentu, że zwiesiłyśmy głowy. Wierzyłyśmy, że możemy wyszarpać jednego seta, czy więcej.

 

-Patrząc z boku, to najłatwiej by teraz było Waszą postawę, te pozytywne i negatywne emocje przenieść na następny mecz.

Mery: Tak. Łatwo na pewno powiedzieć. My postaramy się to zrobić.

Monia: Nastawiamy się na walkę.

Mery: Jasne, że tak. Płomień nigdy nie zgaśnie.

Komentarz