Basia Cembrzyńska - Płomyczek 10/12

Jednego mogę być pewna, że zawodniczki z Sosnowca są prawdziwymi walczakami.

-To jak to jest z Twoją nieśmiałością, wchodzisz na scenę to paraliżuje Cię strach, czy jednak na odwrót, dostajesz dodatkowy zastrzyk energii?
-Myślę, że te dwie rzeczy należy rozdzielić. Jeśli chodzi o nieśmiałość, to czasami po prostu potrzebuję więcej czasu na odnalezienie się w jakiejś sytuacji albo wyczucie kontaktu z innymi osobami. Wtedy zazwyczaj jestem cicha, bardzo spokojna i dużo słucham, mało mówię. Inaczej, jak się zacznę rozkręcać.
Co do sceny – od zawsze wystąpienia publiczne mnie paraliżowały, unikałam ich jak ognia, a moje ciało nie współpracowało z głową. Mimo wszystko latami ciężkiej pracy udało mi się nabrać trochę pewności siebie i na dzień dzisiejszy w momentach stresowych często zaczynam się wygłupiać zamiast wycofywać, lecz jeśli trzeba potrafię też złapać pełny focus.
 


-Jak wspominasz naszą wizytę w sosnowieckim amfiteatrze, popularnej Muszelce? Bo moim skromny zdaniem czułaś się jak ryba w wodzie.
-Cieszę się, że mogłam Cię troszkę poznać. Fajnie mieć tak pozytywną osobę w zespole, bo to wróży na pewno owocną współpracę w nadchodzącym sezonie. Jeśli chodzi o popularną Muszelkę, to umiejscowiona jest w cudownym miejscu – dokładnie takim jak lubię, czyli woda, drzewa i wąskie uliczki. Śmiałam, się że mogłam zabrać ze sobą wędkę nad stawikiem, na który mnie zabrałeś. Tam pewnie czułabym się nieco pewniej niż na scenie, ale na niej też było świetnie.


-Wracasz do siatkówki, prawda? Jakie emocje towarzyszą takiemu powrotowi? Lekki niepokój, czy raczej niecierpliwość niech to się wreszcie zacznie!
-To był świetny rok, w którym na te kilka miesięcy zmieniłam nieco swoje priorytety. Udało mi się pojechać na obóz zimowy potrzebny do ukończenia studiów oraz z powodzeniem obronić swoją pracę. Odpoczęłam, wyczyściłam swoją głowę, naładowałam bateryjki i jestem lekko podekscytowana swoim powrotem. Cieszę się, staram się myśleć pozytywnie, nie bać się i zająć się w pełni przygotowaniem do sezonu, bo to będzie dobry sezon. Jestem zdrowa i otaczam się ludźmi, którzy niesamowicie mnie wspierają, więc na dzień dzisiejszy nie potrzebuję niczego więcej.


-Dołączasz do nas – Płomień Sosnowiec - zeszłoroczny beniaminek, zaplecze ekstraklasy, bogata historia. I jakie skojarzenia teraz?
-Cieszę się, że mogę być zawodniczką klubu z taką historią i jednocześnie być jej częścią. Cały zespół w minionym sezonie pokazał, że naprawdę na wiele go stać, dlatego wierzę w to, że w tym nadchodzącym nie będzie inaczej.



-Z pewnością też widziałaś skład na ten sezon. Wiem, że cele, które przedstawi sztab, pewnie pojawią się zaraz po starcie treningów. Nie da się jednak uciec od pytań co się będzie działo, jak liga wystartuje. Czego możemy się spodziewać?
-Widziałam składy naszego zespołu, a także innych drużyn. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie wiele powiedzieć, a gdybać bardzo nie lubię. Wiele zweryfikują pierwsze tygodnie wspólnej pracy, gdzie będziemy mogły się lepiej poznać i stopniowo zacząć zgrywać na boisku. Jednego mogę być pewna, że zawodniczki z Sosnowca są prawdziwymi walczakami, więc na pewno będzie się działo.


-Chcesz coś przekazać kibicom, którzy teraz czytają Twój wywiad?
-Wszystkich kibiców chciałam bardzo serdecznie pozdrowić. Mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie będziemy mogli częściej spotkać się pod jednym dachem hali niż do tej pory i stworzymy wspólnie prawdziwe siatkarskie widowisko, bo jak to mówią – kibic siódmy zawodnik.


-No i tradycyjne ostatnie pytanie?
No cóż, klasyka – Płomień nigdy nie zgaśnie. Dopóki piłka w grze – będzie rozgrzewał nasze serducha!

 

Komentarz